Tłumy z dostępem do informacji niejawnej

Washington Post, a za nim polskie media, przytaczają jako przykład niebywałego rozrostu amerykańskich tajnych służb fakt, że dostęp do
informacji niejawnej ma tam prawie 854 tys. osób, "półtorej raza więcej
niż mieszka w Waszyngtonie".

Ale o czym to ma świadczyć? W systemach ochrony informacji samo "security clearance" nie oznacza przecież dostępu do wszystkiego naraz. Każda informacja należy do kategorii (np. "przepisy na marmeladę", "przepisy na heksogen") oraz ma określoną klauzulę niejawności (np. od "jawny" do "ściśle tajny"). Żeby uzyskać dostęp do konkretnej informacji trzeba być dopuszczonym i do jej kategorii i do odpowiedniej klauzuli równocześnie.

Zatem te 854 tys. osób ma dostęp do "jakichś" kawałków informacji niejawnej. W kraju liczącym ponad 300 mln dusz? To niespecjalnie szokujące.

Więcej w Washington Post oraz Multilevel security.

Oczywiście, ta uwaga na temat tysięcy osób z "klauzulami" nie musi falsyfikować pozostałych przytoczonych przez WP przykładów niekontrolowanego rozrostu administracji...

Odpowiedzi

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Hmm, co 360 osoba ma "security clearance".

Hmm, jak pomyślę sobie ile osób widuje dziennie.
Odliczmy dzieci, odliczmy emerytów (oni już nie pracują)

Wynik 1 na 220 osób :)

Jak uwzględnić dodatkowo zagęszczenie "security clearance" w niektórych rejonach,to czy jak stanę w dobrym miejscu i rzucę w powietrze beretem (miało byc na początku kamieniem, ale to może zostać źle odebrane)
to nie trafię kogoś z security cleance? ;>

Ja nie wiem, czy to tak mało.